Path of Exile

The Ledge

KRAWĘDŹ

Po duszącym, niekończącym się mroku podziemnego przejścia, ten nowy obszar przyjąłem z wielką radością. Mocno przymkniętymi oczyma lustrowałem otoczenie. Moje źrenice wciąż nie mogły przyzwyczaić się do rażącego światła. Kilka kroków dalej kończył się stromy klif. Stanąłem na samym jego skraju i zamykając oczy zacząłem napawać się czystym, morskim powietrzem. Oczywiście wciąż byłem we Wraeclast i ten spokój szybko wyparował. Poruszając się w głąb plaży zauważyłem szybki ruch na skraju mojego pola widzenia. Lekkie falowanie w cieniu skal ściany na północ. Chwilę później znów dostrzegłem to drgnięcie i tym razem nie było mowy o pomyłce – ktoś, lub coś mnie śledziło. Włosy zjeżyły mi się na karku, a bicie serca przyspieszyło, oczekując nieuniknionego. Atak nadszedł ze wszystkich stron na raz, w postaci lawiny ostrych kamieni. Pociski zdzierały skórę z mojej twarzy i ramion. Z powodu niewyobrażalnego cierpienia i strachu z samej głębi moich trzewi zaczął wydzierać się wrzask.

Powstały rwetes zwabił do mnie jeszcze większą ilość wrogów, pędzących przez piaski z zawrotną szybkością. Zdecydowanie byli to ludzie, chociaż potwornie wychudzeni i ubrani w okropne łachmany. Nowi przybysze utrzymywali dystans od kreatur które już mnie atakowały, prawdopodobnie mając nadzieję na zebranie łupów gdy tylko umrę. Nie miałem zamiaru iść im na rękę.

Zwróciłem uwagę na Spluwaczy, zdecydowanie bardziej śmiertelną rasę niż ta którą spotkałem na plażach. Te potwory były szybsze, większe i nie używały jako pocisków zwyczajny okruchów irytującego piasku. Ziemia była upstrzona drobnymi kamieniami odrywającymi się od skalnej ściany, które doskonale sprawdzały się w roli pocisków. Osłaniając moje oczy przed natarciem, ruszyłem na najbliższego spluwacza i przeciąłem go w pół jednym potężnym ciosem. Jego kompanie rozpierzchli się we wszystkich kierunkach, swoimi klekoczącymi, chitynowymi odnóżami skrobiąc kamienie. Poruszały się szybko, jednak nie tak szybko jak ja. Ponadto to właśnie ja dzierżyłem kawałek ostrej, zimnej stali. Gdy tylko poradziłem sobie ze spluwaczami, zauważyłem że krąg padlinożerców się zacieśnia. Prawdopodobnie zdali sobie sprawę, że ich perspektywa łatwego łupu niebezpiecznie się oddala.

Niezależnie od ich przewagi liczebnej, ci ludzie byli niewprawnymi w boju, głodującymi dzikusami. Byli łatwymi przeciwnikami, młóciłem ich z łatwością, z jaką cep młóci ziarna. Po chwili piasek przesiąknięty był ich krwią, a ja wycierałem ostrze o najbliższe wypatroszone ciało. Zebrałem ekwipunek i kontynuowałem podróż po skalnej ścianie, utrzymując bezpieczną odległość od przepaści. Daleko pode mną ocean grzmiał i ryczał, gdy jego fale uderzały w skalną grań. Gdy tak posuwałem się przed siebie, zauważyłem że teren zaczyna się lekko wznosić. Przede mną musiała być jakaś góra, skryta w kotłującej się mgle. Ta zaczęła się jeszcze bardziej zagęszczać i wkrótce zrobiło się na prawdę chłodno. Niezależnie od szybkiego tempa mojego marszu zacząłem się trząść, niepewny tego co znajdę na swej drodze.

Usłyszałem ich jeszcze zanim mogłem zauważyć i ledwie mogłem uwierzyć własnym oczom. Mała armia chodzących szkieletów blokowała przejście! Obserwowały mnie pustymi oczodołami, poszczękując żuchwami. Zgodnie ruszyły na mnie bez zbędnego wahania. Wzniosłem miecz by przygotować się na ich nadejście i rzuciłem się w wir walki. Moje ostrze rozmywało się podczas tego pokazu bloków, uników i cięć, wymierzonych kolejnym wrogom. Co prawda czasami udało mi się poczynić jakieś szkody, oderwać rękę, czy roztrzaskać bark, jednak w większości moje ataki nie zadawały przeciwnikowi poważniejszych obrażeń. Wrogowie poczęli mnie otaczać, ich kościste twarze zdawały się drwić sobie z moich prób oporu. W akcie desperacji z jednego z mych pakunków wygrzebałem ciężką, jednoręczną buławę. Wznosząc ją w powietrze, wyczułem lęk mych wrogów. Moje pierwsze uderzenie roztrzaskało najbliższy szkielet w drobny mak. Gdy przypadkowo odkryłem ich słaby punkt potrzebowałem tylko kilku chwil by unicestwić pozostałych wrogów, rozbijając pozostałości ich ciał w pył.

Kontynuowałem podróż skalną granią, która teraz widocznie się wznosiła i wkrótce dotarłem do stóp stromych schodów, wijących wzdłuż górskiej ściany. Droga zwijała się i zakręcała wysoko nade mną, wznosząc się w chmury. Nie miałem innego wyboru, jak tylko udać się w nieznane.


Czy wiesz, że:

W 6 Akcie na obszarze Twilight Strand znajduje się unikalny zombie o imieniu Rhys of Abram. Jest to nawiązanie do jednego z pierwszych pracowników GGG, który nazywa sie Rhys Abraham. Podobno to nie był jego pomysł;)



Losowy Skill

Ice Spear

Wyczarowuje odłamek lodu, który przebija wrogów znajdujących się w bliskiej odległości i ma zwiększoną szanse na uderzenie krytyczne przeciwko wrogom znajdującym się dalej.

Detonate Dead

Wysadza nienaruszone ciało, zadając pobliskim wrogom obrażenia od ognia.

Infernal Blow

Atakuje wroga, zmieniając część obrażeń fizycznych w obrażenia od ognia. Jesli wkrótce po uderzeniu wróg umiera, wybucha on, zadając obrażenia od ogania pobliskim wrogom. Obrażenia od wybuchu nie mogą być odbite. Wymaga miecza, maczugi, laski lub nieuzbrojonej ręki.


Stare Gry Frozen Games